Historia, która stoi
za każdym murem.

Za Żuławskim Zaciszem nie stoi korporacja ani fundusz. Stoi człowiek, który przez dwadzieścia lat nauczył się jednej rzeczy: nieważne, jak zaczynasz — ważne, jak kończysz.

~20 latna budowie
~19 000 m²zrealizowanej powierzchni
Krynica Morska2 bloki przy porcie
Etap Isprzedany i zamieszkany
I
Rozdział pierwszy

Chłopiec, który zbierał domy

Kiedy inne dzieci zbierały figurki superbohaterów, on zbierał domy — i klocki Lego.

Domy jeszcze nie prawdziwe — papierowe. „Cztery Kąty”. „Murator”. Uwielbiał te gazety o architekturze — kartki pachnące farbą drukarską, rozkładane na podłodze jak plany skarbu: rzuty, przekroje, zdjęcia kuchni, których nikt w okolicy jeszcze nie miał. A obok, na dywanie, całe osiedla z klocków Lego — składane godzinami, klocek po klocku. Tam, gdzie inni widzieli nudne czasopismo dla dorosłych, on widział światy do zbudowania.

Życie miało jednak inne plany — a przynajmniej tak mu się zdawało. Najpierw było morze. Uniwersytet Morski, studia inżynierskie, dwa lata i decyzja, która zaważyła na wszystkim: nie spędzę życia na wodzie. Porzucił uczelnię, nie wiedząc jeszcze, że ląd przygotował mu coś znacznie trudniejszego niż sztorm.

Potem przyszedł fach — odziedziczony, nie wybrany. Ojciec był hydraulikiem i serwisantem kotłów gazowych. Syn przejął rzemiosło razem z trudną relacją, która do niego przylgnęła. Nie lubił tej pracy. Był w niej znakomity. Czasem te dwie rzeczy idą w parze — i właśnie wtedy najwięcej bolą.

Z papierami czeladnika instalacji sanitarnych i cieplnych wyjechał do Londynu. Tam zaczęła się prawdziwa edukacja. Od hydraulika do serwisanta kotłowni. Od serwisanta do człowieka, którego znane londyńskie nazwiska zapraszały do swoich domów — najpierw, by naprawiał, potem, by przebudowywał. Aż w końcu prowadził własną firmę i kompleksowe remonty.

Ale naprawdę porwało go co innego. Meble. Nauczył się je składać, potem produkować — z niczego. Sprowadzał elementy z Polski i montował dla brytyjskich klientów: kuchnie, zabudowy, drewno, które pod jego dłońmi zamieniało się w coś, co miało zostać w czyimś domu na lata.

To drewno wróci jeszcze w tej historii — na elewacjach, nad którymi ludzie będą się dziś rozpływać.

Wrócił do Polski po stary dom z wielką stodołą. W stodole miał stanąć jego warsztat stolarski. Przez pół roku, na przełomie 2017 i 2018, robił meble i był u siebie. A potem zadzwonił telefon.

II
Rozdział drugi

Szkoła życia ma 5000 metrów kwadratowych

Zaczęło się niewinnie — zlecenie. Remont biura, magazynów i elewacji dla znanego producenta granitowych zlewów. Zwykła robota dla stolarza i wykończeniowca. Tyle że na tej budowie poznał człowieka, który zadał jedno pytanie, zmieniające bieg jego życia: zbudujesz ze mną stan surowy?

Stan surowy. Ponad pięć tysięcy metrów kwadratowych w Rumi. Plus garaż podziemny. Bloczek po bloczku, strop po stropie.

Tak, w 2018 roku, zaczęła się jego przygoda z budownictwem wielkoformatowym. I tak — choć wtedy jeszcze tego nie nazywał — zaczęło się jego MBA. Tyle że tej szkoły nie wykłada się w salach. Wykłada ją plac budowy: lata nauki, harmonogramów, które się sypią, i ludzi.

Bo ludzie byli najtrudniejsi. Trudni pracownicy. Ekipy spożywające niebywałe ilości napojów wyskokowych. Decyzje podejmowane między jednym kryzysem a drugim. Były miesiące, które prowadziły go na sam skraj — tam, gdzie człowiek przestaje już rozróżniać, czy jest zmęczony, czy złamany. Nigdy się nie poddał.

Przez kolejne lata, aż po rok 2026, prowadził własną firmę: stany surowe, generalne wykonawstwo. Domy. Osiedla. Bloki wielorodzinne. Od pięciuset do pięciu tysięcy metrów. Razem — około dziewiętnastu tysięcy metrów kwadratowych.

A teraz rzecz, która tłumaczy wszystko, co przyszło później: nigdy, ani razu, nie wymurował własnymi rękami jednego bloczka.

Bo jego rolą nie było murowanie. Jego rolą było wiedzieć. Każdy kabel. Każdy pręt. Każdy beton — a betonu wylał osobiście tony. Znał budowlankę od podszewki, bo większość tych prac wykonywał kiedyś sam, a resztą kierował. Stał ponad kierownikiem, ponad pracownikiem, ponad menedżerem — i widział całość naraz.

Wiedział już, jak się buduje. Nie wiedział jeszcze, jak się jest deweloperem. A to — jak miał się boleśnie przekonać — nie jest to samo.

III
Rozdział trzeci

Iluzja naiwniaka i głos, który wskazał drogę

Marzenie nigdy nie zasnęło. Obudziło się na dobre już przy tym pierwszym bloku w Rumi: chcę budować swoje.

Pierwszy próg przekroczył na „Osiedlu w Sadzie” w Nowym Dworze Gdańskim. Stał tam jako generalny wykonawca — na cudzym placu, w cudzym śnie. I właśnie wtedy podjął cichą decyzję: kupił pierwszą działkę pod własny projekt. Reszta — projekty, pozwolenia, papiery — musiała poczekać. Ale wewnętrzny przełącznik był już przestawiony.

Tyle że wiedział o sobie jedną niewygodną prawdę. Umieć budować to nie to samo, co umieć być deweloperem. To, mówił, iluzja naiwniaka — tego, kto myśli, że skoro stawiał bloki, to reszta pójdzie sama.

Co trudnego w podrzucaniu trzech piłek, prawda? A dwóch? No bez jaj. Z deweloperką jest tak samo — z boku wygląda banalnie. Dopóki piłki nie wylądują na podłodze.

Widział, jak ląduje wielu. Deweloperami zostają prawnicy — przekonani, że cwaniactwem podbiją świat, dopóki rzeczywistość budowlana nie wpędzi ich w kłopoty. Zostają ekonomiści — którzy potrafią liczyć, ale liczą cudzymi rękami i ufają nie tym, którym trzeba. Murarze nie zostają prawie nigdy — zbyt zmęczeni tonami pustaków, by jeszcze marzyć.

A on był innym murarzem. Tym, który nie wymurował ani jednej cegły, za to znał każdą.

Brakowało mu ostatniego elementu — nie wiedzy o murach, ale o samym rzemiośle dewelopera. I wtedy, przez ekran, padł głos: spotkanie z mentorem, dołączenie do społeczności deweloperów idących tą samą drogą. Marzenie chłopca z „Muratorem” w końcu dostało nazwę, metodę i ludzi. To się tam zaczęło naprawdę.

IV
Rozdział czwarty

Nieważne, jak zaczynasz. Ważne, jak kończysz.

A potem życie wystawiło rachunek — dosłownie.

Przepiękny apartamentowiec w samym centrum Helu, który postawił dla pewnego dewelopera. W nagrodę dostał dwieście pięćdziesiąt tysięcy złotych niezapłaconych faktur i oszusta zamiast partnera. To było jak fala, która zabiera grunt spod nóg.

Potem przyszła reszta. COVID. Wojna w Ukrainie. Inflacja, która rozsadzała kosztorysy. Budowy zatrzymane w pół kroku. I dno, które pamięta się do końca życia: piętnaście złotych w portfelu i rodzina, którą trzeba nakarmić.

A los lubi ironię. Osiedle, którego stronę właśnie czytasz — to osiedle miał zbudować dla kogoś innego. Jako wykonawca. Zamiast tego sam odkupił działkę i został na niej deweloperem — prowadząc w tym samym czasie własny projekt w Krynicy Morskiej. Plac, który miał być cudzy, stał się jego. Tak domknęła się klamra z „Osiedla w Sadzie”: człowiek, który całe życie budował cudze sny, w końcu stanął na własnym.

Potężna inwestycja. Wspólnik, inwestor, umowy, rachunki powiernicze. Kolejka chętnych, która miała zagwarantować płynność. Model prosty: jeden lokal sprzedany co miesiąc, pierwszy etap zamknięty w rok.

Jedna sprzedaż. A potem cisza. Pół roku ciszy. Plan rozciągnął się z roku do ponad dwóch lat. Wszystko było trudne. Nic nie było łatwe.

I tu historia mogła się skończyć tak, jak kończą ją inni — porzuconym placem, rodzinami bez kluczy, które w niejednym mieście czekają do dziś. Ale tam, gdzie inni tonęli, on złapał wiatr w żagle. Zdobył finansowanie. Sprzedał wszystko. Dowiózł — najpiękniejsze domy w Nowym Dworze Gdańskim.

Dlaczego się udało? Jedno słowo. Doświadczenie. Dwadzieścia lat w branży. Znajomość każdego etapu budowy, inżynierii, mechaniki, konstrukcji — i, co równie ważne, umiejętność przetrwania w warunkach, które łamią silniejszych.

Dlatego, jeśli kupujesz dom u nas, warto wiedzieć jedno. Nie kupujesz od prawnika, który liczy na spryt. Ani od ekonomisty, który liczy cudzymi rękami. Kupujesz od kogoś, kogo nie powali byle wiatr — ani nawet wichura. A dwadzieścia lat na budowie przekłada się wprost na jakość, którą dostajesz pod swój dach.

Prawda prosta jak fundament

Nieważne, jak zaczynasz.
Ważne, jak kończysz.

Drugi wspólnik

Bo Żuławskie Zacisze to nie jeden człowiek.

Jest jeszcze drugi wspólnik — z tych, którzy o sobie mówić nie lubią, więc opowiemy krótko.

W Łodzi kupił kilka kamienic, które zrewitalizował, nadał im nowe życie i sprzedał setki przepięknych mieszkań — tych z duszą, z wysokimi sufitami i detalem, którego dziś nikt już nie robi. Wie, czym jest budowa, i rozumie architekturę nie z albumów, lecz z rusztowania. Aktualnie buduje jednorodzinne domy i osiedla mieszkaniowe, nie próżnuje.

Stoi z boku kadru. Ale to także jego ręka trzyma ten dom prosto.

Dowód, nie deklaracja

To już stoi. Można dotknąć.

Słowa są tanie — w tej branży szczególnie. Dlatego najważniejszy argument nie jest na tej stronie. Jest przy ulicy Kanałowej w Nowym Dworze Gdańskim i przy porcie w Krynicy Morskiej. Gotowe. Odebrane. Zamieszkane.

Gotowy bliźniak Etapu I w Nowym Dworze Gdańskim
Etap I, Nowy Dwór Gdański — sprzedany w całości
Ulica gotowego osiedla Żuławskie Zacisze
To samo osiedle, ta sama ulica co Dom 10
Osiedle dzisiaj

Co budujemy teraz.

Ta historia trwa nadal — przy ulicy Kanałowej rośnie dziesięć domów w pięciu etapach. Etap I jest już zamieszkany, w sprzedaży jest Dom 10. Kolejne wprowadzamy stopniowo, w podnoszonym standardzie.

Etap I

Domy 1–3 — sprzedane

Zrealizowane i zamieszkane. Najlepsze portfolio, jakie możemy pokazać — można je obejrzeć na miejscu.

Etap II

Dom 10 — w sprzedaży

Lokale 10A i 10B, po 103,53 m² powierzchni użytkowej, z ogrodem i tarasem w cenie. Odbiór w 2027.

Etapy III–V

Domy 4–9 — w planie

Wprowadzane stopniowo, z większymi działkami i wyższą ceną wyjściową niż Dom 10.

Cena progresywna

Dlaczego najtaniej jest dziś.

U nas cena nie rośnie sztucznie „do niedzieli”. Rośnie według jednej, jawnej zasady — w trzech wymiarach. Wcześniejsza decyzja to po prostu niższa cena.

01

Etap budowy

Cena rośnie z każdym ukończonym etapem: od stanu surowego, przez zamknięty, po dom gotowy do odbioru.

02

Kolejne domy

Każdy następny etap startuje z wyższej ceny wyjściowej niż poprzedni.

03

Wielkość działek

Dom 10 ma najmniejsze ogrody na osiedlu — dlatego jest najtańszym wejściem na Żuławskie Zacisze, jakie będzie dostępne.

Aktualne ceny lokali i historia ich zmian są zawsze jawne w zakładce Wybierz dom.

Żuławskie Zacisze · Nowy Dwór Gdański

Poznaj dom, który dla Ciebie kończymy.

Znasz już człowieka, który za tym stoi. Czas poznać dom — Dom 10, z rzutami, standardem i aktualną ceną.

Zobacz ofertę Domu 10
Zobacz ofertę Etapu II